Stowarzyszenie "Stop Manipulacji"
00-363 Warszawa, ul Nowy Świat 54/56 III piętro
e-mail: stopmanipulacji (at) tlen.pl


<<- Powrót do strony glównej

<- Poprzednia strona

 Nasze artykuły

Profesjonalne molestowanie dzieci

Któż nie zareaguje na przemoc seksualną i krzywdę wyrządzaną dzieciom? Któż nie poprze działań na rzecz ochrony dzieci przed takim zagrożeniem? Do niedawna lider znanej fundacji Kidprotect, były doradca Rzecznika Praw Dziecka, uchodził za szczególnie zasłużonego obrońcę dzieci przed pedofilami i autorytet w zakresie ochrony przed "złym dotykiem". Fundusze płynące szerokim strumieniem do jego organizacji służyły jednak do zgoła innych celów... To tak na marginesie.

W myśl obowiązującej ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, krzywdzicieli dzieci trzeba tropić zwłaszcza w domach rodzinnych. Z przenikliwością i pełną powagą prokuratorzy badają więc donosy, że podczas zabaw ojciec mówił do dziecka "gigi, gili", albo w czasie kąpieli mył je gołą ręką, lub na przykład zrobił mu zdjęcie z gołą pupą, a matka stwierdza, że dziecko od pewnego czasu stało się bardziej markotne albo źle sypia, a profesjonalista potwierdzi jej podejrzenia, że to skutek molestowania. To może wystarczyć, by na wiele miesięcy, a czasem i lat, ojciec zniknął z życia dziecka, które nie rozumie, dlaczego nagle nie może widzieć tatusia.

Cóż z tego, że dziecko wciąż powtarza "Ja chcę do tatusia", "Dlaczego nie mogę go zobaczyć?". Że cierpi i tęskni za swoim rodzicem? Dla profesjonalistów są przecież racje wyższego rzędu. Trzeba na wszelki wypadek odseparować dziecko od podejrzanego rodzica, bo może to "sprawca regresywny" albo pedofil... Nawet gdy dziecko nie wykazuje żadnych niepokojących objawów i nic nie mówi negatywnego o ojcu i tak zatroszczą się o jego dobro i pomogą mu na kolejnych "sesjach diagnostycznych" - za pomocą dociekliwych pytań i zabaw projekcyjnych - przypomnieć sobie skrywane tajemnice. A potem obejmą je długofalową terapią. Bo przecież mogło wyprzeć ze świadomości przykre wspomnienia, doznać krzywdy, której sobie nie uświadamia. Zatem uporczywie pytają: "Czy miałaś jakieś tajemnice z tatusiem?", "Czy tatuś dotykał cię po siusi?", "Czy dotykał cię siusiakiem?". I każą na lalce lub rysunku wskazać, "gdzie tatuś cię miział?".

Dzisiaj nawet 5-letni przedszkolak, domniemana ofiara molestowania seksualnego, musi być przesłuchany w Sądzie. Zaczyna się wypytywanie dziecka przez kilka obcych dorosłych osób. Oto fragmenty takiego przesłuchania: "Czy wiesz dlaczego nie widujesz się z tatą". Świadek odpowiada: "Tato nie przychodzi, bo zabronił mu Sędzia. Tato nie zrobił mi żadnej krzywdy, zabierał mnie nad rzekę, na działkę". I dalej kilkakrotnie pada pytanie: "Czy tato kiedykolwiek dotykał cię tam, gdzie robi się siusiu?". Świadek kilkakrotnie odpowiada nie, nie, nie. Na pytanie sędziego "dlaczego wcześniej w Sądzie świadek mówił inaczej" - świadek odpowiada, "ja już nie pamiętam". "Chcę już iść do domu". Na pytanie biegłej psycholog "czy dzisiaj mówi prawdę" - świadek odpowiada "mówię prawdę". Na pytanie biegłej psycholog "czy mówił prawdę na 100%" - świadek odpowiada, że tak. Na pytanie biegłej psycholog "czy mówił prawdę pół na pół?" - świadek odpowiada, że tak. Na pytanie biegłej psycholog "czy pamięta, co mówił uprzednio w Sądzie" świadek odpowiada, "nie pamiętam". Przewodniczący z urzędu stwierdza, że świadek jest rozkojarzony, dziecko kilkakrotnie dziecko powtarza, że chce do mamy. Przyznajmy, że prawdziwa groza bije z tej suchej relacji.

5-letni "świadek" będzie jeszcze badany przez tegoż biegłego, który wyda stosowną opinię jako dowód w sprawie. Być może psycholog po raz kolejny nakaże rysować tatę i mamę, i będzie się dopytywał o dobre i złe zachowania taty. Może pokaże odrażające lalki anatomiczne, które wrażliwe dzieci rzucają o podłogę i po raz kolejny zada pytanie: "Przypomnij sobie, gdzie cię tatuś dotykał?".

Powstaje pytanie, czy takie postępowanie wymiaru sprawiedliwości i biegłych psychologów nie jest realnym (a nie wydumanym) molestowaniem dzieci.